Obrażalska ***a

szczyt marzeń
Widziałem ją z oddali. Stała niewzruszona moimi zalotami i patrzyła, jak zbliżam się do jej ośnieżonych stóp. Odwróciła głowę udając niedostępną. Dodałem więc delikatnie gazu. Nie chciałem aby czekała na mnie zbyt długo.

Na parkingu spotkałem grupkę bawiących się studentów, którzy za wszelką cenę chcieli, abym z nimi został. Niewzruszony na ich wołania, kontynuowałem pakowanie sprzętu do plecaka. Kilkanaście kroków dalej gwar ustał, a po studenckim komersie nie pozostał nawet najmniejszy ślad. Za zakrętem uklęknąłem i wypowiedziałem szeptem formułkę.
– Ruszam po ciebie piękna – i rozpocząłem wspinaczkę.

Pierwsza z córek była równie wiekowa co jej matka. Mniej więcej w połowie drogi szlak z kamienistej ścieżki przerodził się w błotnistą ściółkę oblepioną zeszłorocznymi liśćmi. Na jednej ze skał odnalazłem wyrytą tabliczkę, gdzie podpisał się niejaki Thietmar. Jeden z pierwszych, którzy spróbowali ją zdobyć… Poniżej podpisu wydrapano rok 1017. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że księżniczka obchodzi urodziny, a ja nieprzygotowany pcham się na górę bez prezentu. Czujne oko Ślęży wychwyciło moje zawahanie i wnet słońce zostało zasłonięte ciemnymi chmurami. Śnieg stał się tak głęboki, że musiałem podwoić wysiłek, aby zrobić choć jeden krok do przodu, a z drzew zniknęły tak jakby drogowskazy informujące o przebiegu szlaku. Szedłem więc na ślepo przez dzikie tereny, niczym ekspedycja penetrująca niezbadane tereny Amazonki.

Na szczycie spacerowałem w kółko wytyczając nowy szlak w półmetrowej warstwie puchu, jednocześnie w myślach układając jakieś sensowne życzenia i zarazem przeprosiny. Było mi niezmiernie głupio, że przychodzę bez prezentu. Czekałem na nią dobre 25 minut, ale nie pojawiła się. Uznałem to za znak, że nie jestem tu mile widziany. Zacząłem schodzić po ośnieżonych zboczach przy okazji boleśnie lądując kilkakrotnie na tyłku.

Byłem skory znieść tę zniewagę, byle tylko cało i zdrowo wrócić na parking. Do dzisiaj mam przed oczami jej gości, którzy obserwowali moją pożal się boże walkę o godne zejście ze szczytu.

358 dni do końca…

Ślęża, 718 m, Masyw Ślęży

By   -   Cze 12, 2017   -   4 komentarze
YOU MIGHT ALSO LIKE
4 komentarze
  1. Andrzej
    14/06/2017

    Masz fajny styl pisania. Bardzo mi się tu podoba. Będę zaglądał w miarę mozliwosci:)

  2. Czarna Skrzynka
    14/06/2017

    Uwielbiam wycieczki na Ślężę! Nawet czasami widzę ją przy dobrej pogodzie z domu rodziców 🙂 Jest w niej coś wyjątkowego… coś prastarego, więc nie dziwię się, że Celtowie traktowali ją jako świętą górę.

    • wilK
      15/06/2017

      Moja bryczka dosyć często pokonuje trasę Katowice – Zamek Czocha. Mimo to, za każdym razem wpatruję się w panienkę, jakbym zobaczył ją po raz pierwszy 🙂

  3. Mama w Barcelonie
    14/06/2017

    Podoba mi się sposób w jaki piszesz. Chce się czytać 🙂

Odpowiedz