Ostatni kolekcjoner

prolog / wspomnienia

Wiesz, kto jest twoim największym przeciwnikiem? Czas, bo skurczybyk jest cierpliwy. Im dłużej grasz w jego grę, tym mocniej trzyma Cię w garści.

Dziadek

Vuko odszedł…

Musiał minąć miesiąc, żebym był w stanie przyznać to przed Wami, a przede wszystkim przed sobą. Zniknął po naszej ostatniej wyprawie do Lamma Ar. Widok ciał rodaków, bezwładnie porozrzucanych po ziemi, odcisnął na nim straszliwe piętno. Zostawił mi jedynie ten pieprzony zegarek, z którym nigdy się nie rozstawał…

Wróciłem z pracy i ciężko usiadłem na sofie. Ledwo się trzymałem. Jak co wieczór stoczyłem walkę z samym sobą, lecz wciąż nie byłem gotowy na kolejne wspomnienia. Drżącą ręką odłożyłem mój notes na biurko.

– Ile można?! Zrób coś z sobą! – Wewnętrzny głos próbował mnie zmotywować. Wyszedłem więc z mieszkania mówiąc domownikom, że idę na spacer. Kłamałem, wyruszyłem na poszukiwania przyjaciela. Przemierzałem puby, bary, speluny i nic. Byłem tak zdesperowany, że w samotności spacerowałem po ulicach, które nawet za dnia są ringiem, z którego mało kto wraca o własnych siłach. Kilka razy natknąłem się na dzielnicowych celników, lecz desperacja w moich oczach, ostrzegała tych potencjalnych padlinożerców, że nie warto do mnie podbijać. Mimo moich starań i poświęcenia, Vuko wciąż był dla mnie nieosiągalny.

12 marca 2017

Długo zastanawiałem się, czy zamieszanie wywołane przez przyjaciela, nie jest kolejną formą sprawdzianu. Jednak tym razem nie wyczuwałem subtelnej więzi, którą można by porównać do więzi łączącej bliźnięta, otaczała mnie tylko pustka. Niestety moje rozmyślania brutalnie przerwała rzeczywistość. Czas od dawna zasadzał się na mnie, a teraz wykorzystał moją słabość i podłożył swoje sidła. Przejął nade mną całkowitą kontrolę. Nie miałem możliwości walki, a być może wcale walczyć nie chciałem. Aby wrócić do świata żywych usiadłem do czegoś, co pozwala mi uporządkować myśli – otworzyłem notes ze wspomnieniami Vuko. Zapisków nie znalazłem – stronice były wyrwane.

Dziecięca ciekawość kazała sprawdzić mi, dlaczego ktoś zadał sobie tyle trudu, by wyrwać kartki. Odpowiedź mogłem odnaleźć tylko w jednym miejscu. Co mi szkodzi? – Pomyślałem i usiadłem w zazen. Zamknąłem oczy, wystarczyło kilka głębszych oddechów, by ponownie znaleźć się na polanie u podnóża ośnieżonych gigantów. Napawałem się jeszcze przez jakąś chwilę widokiem górskiej chatki, która stała na przełęczy jakieś 1500 metrów wyżej, po czym rozpocząłem wspinaczkę. Nie będziesz zdziwiony, gdy powiem Ci, że nie dotarłem do celu. Po tak długiej przerwie utrzymać skupienie to nie jest najłatwiejsze zadanie. Otworzyłem oczy i próbowałem wyrównać oddech, jutro też jest dzień.

20 marca 2017

Potrzebowałem tygodnia, by pokonać szlak ku przełęczy. Kiedy wszedłem na górę, uśmiech na twarzy zmienił się w maskę niedowierzania i rozpaczy. To co zobaczyłem, przerosło moje najskrytsze oczekiwania. Chatka, niegdyś zadbana, kojarząca się z wypoczynkiem i górską sielanką, teraz przypominała ruderę. Wybite szyby, wyłamane drzwi oraz dziury w dachu wskazywały, że dom opuszczono bardzo dawno temu. Mimo to wszedłem do środka. Pod ścianą siedziała postać – o ile to nie za wielkie słowo na kogoś wychudzonego, brudnego z zapuszczoną brodą i potarganymi włosami. Zrobiłem krok w bok, pozwalając by promienie słoneczne wpadające przez wyrwane drzwi oświetliły gościa. Wystarczyła odrobina światła, bym ujrzał własne odbicie. Co jest? – pomyślałem. Postać uśmiechnęła się brzydko i powiedziała ochryple – Weź go ze sobą… Zdekoncentrowałem się i wypadłem z transu. Czułem się okropnie, na dzisiaj starczy…

PS: Nie muszę dodawać, że ta noc nie należała do najprzyjemniejszych.

21 marca 2017

Przymrużyłem oczy, rozluźniłem ciało i pogłębiłem oddech. Uniosłem prawą rękę do góry i obwiązałem wokół niej dewizkę z zegarkiem. Stałem przed chatką, zanim wskazówka zdołała zbiec do 15 pałeczki sekundnika.

Nad leżącym biedakiem stał mężczyzna, który zdecydowanym ruchem odwrócił się w moją stronę i powiedział bez emocji – To należy do mnie – wskazując palcem na złoty zegarek. – Nie potrafisz z niego korzystać – kontynuował. – Vuko, oddał się w moje ręce, bo wierzył, że zdołasz podążać jego ścieżką. Ty jednak, wciąż go szukasz. A on już nigdy nie wróci – strumień jego słów przepływał przeze mnie, stałem jak pień w bezruchu. Skończyłem medytację, byłem z powrotem w pokoju, który nagle stał się taki pusty i obcy. Wszystko wokół się zatrzymało. Otworzyłem notes i już miałem zacząć pisać wspomnienie o przyjacielu, gdy na kartce zaczęły pojawiać się słowa:

Powiem Ci coś, nim odkryjesz kolejną kartę. To co robimy jest tego warte. Niech spłonie wszystko obok. Tylko Ty możesz mówić stop, inni nie mogą…

Vuko

Wpatrując się w zegarek na mej dłoni, pojąłem jak wielki zaszczyt, a jednocześnie obowiązek spadł na moje barki. Zostałem kolekcjonerem wspomnień…

28 marca 2017

By   -   Maj 31, 2017   -   0 Comment
YOU MIGHT ALSO LIKE

Odpowiedz