Pod gradobiciem pytań

wspomnienia
List doręczony, a w środku wezwanie przed oblicze komisji ds. nieautoryzowanego używania słowa. Odwlekałem tę wizytę przez pół roku. Teraz nadszedł czas na spowiedź.*

Budynek przypominał ten z epoki, gdy czerwień królowała na naszych chodnikach i nikt nie miał nadziei na lepsze jutro. Uderzyłem kołatką. Drzwi, a raczej wrota same się otworzyły. – Cóż za ciepłe powitanie – pomyślałem.

W środku przy ścianach siedzieli zakuci w kajdany wychudzeni pisarze. Wszyscy zgodnie wpatrywali się w podłogę wyłożoną wygrawerowanymi, anonimowymi tekstami autorów zatwierdzonych przez władzę. Myśli coraz bardziej mi ciążyły. Moja wybujała wyobraźnia podsunęła kilka drastycznych scenariuszy. – A wystarczyło odpowiedzieć na list – Skarciłem się w myślach. Poprawiłem płaszcz i zapukałem trzy razy w drzwi z numerkiem 60492.

Otworzyła mi starsza pani ze stałym grymasem na twarzy. – Siada. – Zaskrzeczała. – Czeka na szanowną komisję. – Dopowiedziała i podeszła do biurka protokolanta.

– Imię i nazwisko? – Zapytała nie podnosząc głowy znad maszyny do pisania.

– Vuko Valgo.

– Tytuł zawodowy?

– Że co? – Wymsknęło mi się na głos.

– Czym się zajmuje? – Nie ukrywała irytacji.

– Włóczę się to tu, to tam i piszę bajki. – Wypaliłem.

– Znaczy się bezrobotny. – Podniosła głowę i uśmiechnęła się obrzydliwie. Już szanowna komisja zrobi z tobą porządek śmieciu społeczny jeden. – Splunęła rzęsiście na podłogę.

Otworzyłem szeroko oczy ze zdumienia wysłuchując jej obelg. Przez tę konwersacje nie spostrzegłem, że sala wypełniła się i miejsca moich oprawców są zajęte.

– Szanowna komisjo! – Wstałem. – Na początku chciałbym na swoją obronę powiedzieć, że prowadzę liczną korespondencję i list musiał się zagubić pośród tych wszystkich kartek na moim nieuporządkowanym biurku. – Przyjąłem pozycję skruszonego i wypatrywałem reakcji władzy.

– Przyjmujemy oświadczenie, a teraz proszę odpowiadać jedynie na zadawane pytania. – Nigdy nie usłyszałem tak bezuczuciowego tonu. – Kurwa, mam przesrane. – Nerwowo ścisnąłem rękami kolana, jakby miało mi to dać jakąś nadzieję. No i wtedy się zaczęło…

Proszę nam powiedzieć z czego jesteś najbardziej dumny w swoim życiu?

– Przyznam, że tego się nie spodziewałem. Niech pomyślę. – Zacząłem. – Najbardziej dumny jestem z tego, że realizuję cele. Nieważne jak długo, zawsze wykonam powierzone mi zadanie. – Tak, to by było na tyle. – Dopowiedziałem utwierdzając się w zeznaniach.

Yhym, dobrze. Czym według Ciebie są eksperymentalne podróże?

– Czy to najnowsze techniki łamania przesłuchiwanych? – Byłem zdezorientowany, nie uczyli nas tego w przesławnej Akademii. – Myślę, że nazwałbym tak wyprawy, w trakcie których badałbym wyczucie i poziom cierpliwości osób, z którymi spędzałbym czas np. mieszkając u nich. – Starałem się, żeby nic nie trzymało się kupy. Lepiej wyjść na wariata niż inteligenta, takie czasy.

Ahh, tak. Zaiste interesujące podejście. W takim razie proszę poważnie zastanowić się nad kolejnym pytaniem. Porażka, która sprawiła, że wzrosłeś?

– Następne pytanie. – Powiedziałem od razu. Nie miałem zamiaru zwierzać się z moich sekretów.

– Oj, nie nie nie. Nie tak prędko, proszę pana. Komisja żąda odpowiedzi na zadane pytanie. Proszę się nie krępować, jesteśmy tu by Panu pomóc.

– Ah, tak. By mi pomóc. Dobra zagramy jak chcecie, ale po mojemu. – Pomyślałem. – Dobrze więc, skoro Szanowna komisja musi wiedzieć, to było to odrzucenie mojej kandydatury do jednostki specjalnej Nefryt. – Wymyśliłem na szybko możliwy scenariusz.

– No widzi Pan, wcale nie było to takie trudne, prawda? – Panusia po prawej pozwoliła sobie na uwagę. Jednak nie sprostała mojemu błękitnemu spojrzeniu, które przeszyło jej lęki na wylot i przeniosła wzrok na kartkę.

Przejdźmy dalej. Jaka, w skali od 1 do 10, jest Twoja tolerancja na ryzyko?

Wysoka, powiedzmy 9 według tej skali.

Częściej wybierasz zmianę czy stabilizację?

Zmienna stała się moją stałą.

Preferujesz etat czy własną działalność gospodarczą?

Nie lubię mieć nikogo nad sobą, ale wystarczy mi, jak mam duże pole manewru. Wiem, jak trudno jest zbudować coś od zera i jak wielu trzeba mieć do tego ludzi, którzy uwierzą w jego idee. Chociaż może warto zaryzykować…

Dlaczego stworzyłeś swój blog?

Jak byłem mały wpadłem do studni zapomnienia, od tej pory starałem się zaklinać chwile tego warte w zapisane wspomnienia. Jak widać, ktoś je odnalazł, a ja siedzę przed szanowną komisją i świecę za niego oczami.

Twoja podróż życia? Już zrealizowana, czy jeszcze w planach?

Zdecydowanie dopiero nastąpi. – Czuję to w kościach. – Pomyślałem.

Czy masz jakąś pasję?

Zdobywać górskie szczyty. Za każdym razem czuję się, jakbym był tam po raz pierwszy.

Jakie są Twoje skojarzenia ze słowem prawnik?

– Wnioskując po przebiegu tego posiedzenia, chyba będę go potrzebował. – Oczywiście, nie ugryzłem się w język.

Skąd pomysł na taką nazwę Twojego bloga?

To nie ja ją wymyśliłem, a pewien chłopak, który okazał się moim zwierciadłem. Dzięki niemu mogłem wejść w nowy, interesujący świat. Z tego co mi powiedział chodnikowy_wilk przemierza zazwyczaj wieczorową porą korytarze miejskiej dżungli i zaspokaja swoją dziecięcą ciekawość, spisując swoje przygody i przemyślenia.

– To tyle na dzisiaj. Dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi Panie… – Vuko Valgo – wtrąciłem. – Tak, właśnie. Nasze służby będą miały Pana pod obserwacją. Oczywiście wszystko w ramach zadbania o należyte poczucie bezpieczeństwa. Zamykam posiedzenie i do rychłego zobaczenia. – To dziwne, ale ona naprawdę się uśmiechnęła…

* Pozwoliłem sobie na dodanie wątku fabularnego. patrząc na to, że odpowiadam na wezwanie ponad pół roku później postanowiłem, że przynajmniej ucieszę oko czytelnika kolejnym wspomnieniem. Opowiadanie realizowane jako odzew na nominację Pani Emilii do Liebster Blog Award.

By   -   Sie 20, 2017   -   0 Comment
YOU MIGHT ALSO LIKE

Odpowiedz