Pod przykrywką

szczyt marzeń
Po raz kolejny wiążę treki, ubieram bluzę i zapinam kurtkę. Zapowiada się dżdżysty dzień. Wchodzę na szlak i na samym początku spotykam Panią z hełmem pod pachą. To spotkanie nie mogło się dobrze skończyć…

– Czołem! – Zawołała po wojskowemu. – A więc tak wygląda chłopiec, który odważył założyć się z Babcią… – Zmierzyła mnie wzrokiem od stóp i zatrzymała się na głowie. – Włóż to. – Podała mi hełm. Dopiero wtedy zauważyłem, że ma kamienną twarz. – Dzięki niemu cofniesz się do początku, być może wyniesiesz z tego jakąś lekcję. – Jej słowa zabrzmiały jak ostrzeżenie. – Do zobaczenia na szczycie! – Uciekła…

– Co robisz? – Podeszła Naira.

– Ciiii, dostałem specjalny hełm, dzięki któremu zobaczę prawdziwe oblicze tego miejsca. – Odpowiedziałem

Jej mina mówiła wszystko. Oczywiście nie obyło się bez komentarza. – Vuko, ale ty nie masz niczego na głowie. Zaczynam się o Ciebie martwić. – Popatrzyła na mnie z udawaną troską. – Nieważne, wrócimy do tego później, chodźmy już. – Aaa, nie odmawiasz tego swojego zaklęcia?! – Zagadnęła.

Ohh błąd… Nie przerywając marszu odnowiłem przymierze.

Po pierwszym wzniesieniu zobaczyłem sporą grupę ludzi, którzy podobnie jak my, szli szerokim traktem. Ubrani w stare łachy, wpatrzeni w ziemię powoli przesuwali się do przodu. Kilkoro z nich niosło ogromne torby, pełne pożywienia i kamiennych figurek.

Zazwyczaj bez problemu udaje mi się wyciszyć umysł i iść przed siebie. Jednak obraz biednych, zmęczonych życiem pielgrzymów odcisnął na mnie ogromne piętno. Wstrząśnięty obrazami ukazanymi dzięki niewidzialnemu hełmowi w końcu dotarłem na sam szczyt. Nie było tu żadnej budki, nie było stacji meteorologicznej.  Pod drzewem był wyciosany z nierównych kamieni obelisk – obiekt kultu tutejszych plemion. – A więc to jest celem waszej podróży? – Wszystko ułożyło mi się w całość. Jestem. To chyba najwyższy czas na spotkanie z moją Panią…

Halo! Teraz rozumiem, dlaczego to święta góra. – Krzyczałem tak głośno, że pozostali turyści zaczęli się za mną oglądać z politowaniem myśląc – wariat jakiś. Naira siedziała na ławce i obserwowała mnie z zainteresowaniem.

Oczywiście nikt nie odpowiedział na moje wezwanie. Ściągnąłem hełm z głowy i podszedłem do siostry. Szczyt był wyeksploatowany. Skala dewastacji, działalności człowieka i jego śmieci przykryła całe starożytne piękno. Zdobywamy je bez szacunku do przeszłości. W tym momencie zdałem sobie sprawę jak wielką wyrządzamy im krzywdę. Śmiecimy, niszczymy, przebudowujemy… A one stoją niezmiennie na ich straży od tysięcy lat.

– Niezaciekawie, co nie – Zagadnęła. Jest mi wstyd za nich, za nich wszystkich. – Opuściła wzrok, jakby chciała przeprosić za grzechy pozostałych i zaczęła schodzić.

A ja zostałem jeszcze chwilę na szczycie sam na sam z myślami.  Zamknąłem oczy i doznałem wizji. Siedziałem przykuty do wózka i wpatrywałem się w niebo przez otwarte okno. Nie czułem rąk i nóg…

Nie wiem, czy to była przepowiednia, czy może ostrzeżenie…

Nawet jeżeli to wszystko jest fikcją, a ja siedzę i wymyślam wszystkie te przygody, to moja kraina, jak każda inna, potrzebuje bohatera.

Wziąłem niewidzialny hełm pod pachę i postanowiłem, że od tej pory nigdy się z nim nie rozstanę.

Chełmiec, 851 m, Góry Wałbrzyskie

351 dni

By   -   Sie 18, 2017   -   0 Comment
YOU MIGHT ALSO LIKE

Odpowiedz