Przysięga, czyli jak wpadłem w szpony najstarszej

szczyt marzeń
Odkąd sięgam pamięcią przyciągały mnie jak magnes. Ich nieposkromiona dzikość, niebywałe piękno oraz niedostępność rozbudzały moją fantazję do granic możliwości. Po prostu musiałem je zdobyć – wszystkie…

Kilka z nich poskromiłem jako dzieciak. Inne zostawiłem sobie „na potem”, a niektóre z nich pokazały, gdzie jest moje miejsce, zamykając mi drzwi przed nosem. Mimo to nie poddawałem się. Przecież zawsze mówiono mi, że marzenia nadają sensu życia, że trzeba je spełniać. A tu taki psikus…

Babcia nauczyła mnie, że każdy problem został już kiedyś opisany w książce, wystarczy dokładnie poszukać. Toteż zabrałem się za studiowanie i zamiast tanich rozrywek przeglądałem zakurzone, zapomniane przez świat woluminy. Chodziło przecież o moje marzenie. Poszukiwania nie przynosiły zadowalających wyników, jednak mimo to wciąż wierzyłem, że ktoś już musiał borykać się z tym samym problemem.

Przesiedziałem tak jesień, przesiedziałem tak zimę. Wraz z pierwszymi roztopami wybrałem się na kolejną wyprawę. Jak się okazało, tym razem nie tylko dostałem pozwolenie, ale byłem świadkiem niezwykłego rytuału, który raz na zawsze spowodował, że wszystkie drzwi ponownie zostały dla mnie otwarte…

Po zdobyciu kolejnej, przepięknej niewiasty wracałem wytyczonym szlakiem uśmiechnięty od ucha do ucha. Na końcu drogi spotkałem klęczącego starca, który miał ściągnięte brwi i zamknięte oczy, jakby nad czymś usilnie myślał. Podszedłem niepewnie i spytałem, czy wszystko jest w porządku. Po chwili otworzył oczy i uśmiechnięty odpowiedział, że jak najbardziej. W końcu po raz kolejny dostał pozwolenie na wejście i bezpieczne zejście z jej stoków. Za co serdecznie dziękuję.

W mojej głowie wybuchł alarm. To było to! Okazało się, że gość miał rozwiązanie mojego problemu. Co więcej, nie widział przeciwwskazań, żeby podzielić się swoją tajemnicą. Czułem, że teraz zdobędę je wszystkie, jednak nim zdołałem się oddalić starzec ostudził mój zapał mówiąc:

– Radzę zacząć od starej, bardzo nie lubi gdy się ją pomija. Jeśli wiesz o czym mówię – uśmiechnął się zawadiacko i odszedł pozostawiając mnie na środku polany.

Jakoś tak wyszło, że jego ostrzeżenie puściłem mimo uszu i wciąż chodziłem własną ścieżką. Do czasu, aż zamarzyło mi się zdobyć te naj… Musiałem podjąć decyzję czy robię to po swojemu? Czy może posłuchać rady starca? Wybrałem opcję numer dwa i wiem, że nigdy nie będę żałował tej decyzji.

23 kwietnia udałem się w Góry Świętokrzyskie, aby poznać bliżej Panią, która jest tak stara, że dopadła ją Łysica.

Od spotkania dzieliło mnie 612 metrów. Wielokrotnie byłem na wyższej wysokości, jednak stojąc u jej schorowanych stóp zdałem sobie sprawę, że ta podróż może być wielce interesująca. Matka jednak nie była sama, na wysokości kostek spotkałem dwie wnuczki – strażniczki jej domu.

Nie masz prawa – zawarczały groźnie.

Uklęknąłem czym prędzej i wypowiedziałem inkantacje. O dziwo zadziałało! Panie się odsunęły, a ja szczęśliwie powędrowałem na szczyt.

Mniej więcej po 40 minutach stałem na jej czubku i rozglądałem się po gołoborzach i skałach, które zdradzały jej prawdziwy wiek. Podziękowałem za możliwość wejścia i poprosiłem grzecznie o bezpieczny powrót na dół. Już miałem odchodzić, gdy zaczepiła mnie starsza pani:

– Gdzie tak prędko?! – Zaskrzeczała. – Siadaj, pogaworzymy sobie trochę. – Uśmiechnęła się ukazując równe dziąsła i całkowity brak zębów. – To mówisz, że chcesz zdobyć wszystkie moje córki? – Zapytała i nie czekając na moją reakcję kontynuowała. – Widzę, żeś dobry człowiek, kulturalny z odpowiednimi manierami. W dodatku dbasz o nas, za co osobiście jestem Ci dozgonnie wdzięczna. Nie musisz tedy się mnie obawiać. Daję Ci pozwolenie i tym samym bezpieczną przepustkę na zdobycie pozostałych szczytów, ale pod jednym warunkiem! – Podniosła do góry krzywy palec i szeroko otworzyła oczy. – Musisz tego dokonać w rok. – Rzekła. – Przysięgnij! – Krzyknęła, aż podskoczyłem.

– Przysięgam – odpowiedziałem na tyle pewnie, na ile umiałem. Nie było mowy o kłamstwie, zostaliśmy związani starodawną magią. Czułem jak przenika przez moje ciało i uwierzcie mi, nie miałem ochoty sprawdzać co się stanie, gdy nie dotrzymam obietnicy.

Góry są dla mnie niezwykłą formą medytacji. Musisz skupić się na każdym kroku, a jednocześnie walczyć ze zmęczeniem organizmu, dzięki czemu nie masz czasu na śmieciowe myślenie. Tym razem podczas schodzenia było całkowicie inaczej. Całą drogę rozmyślałem, czy to, czego doświadczyłem, było iluzją? Dopiero na dole, gdy zszedłem i podziękowałem za możliwość zdobycia postanowiłem, że podejmę wyzwanie staruszki i dotrzymam przysięgi.

Tak rozpocząłem projekt do którego zakończenia pozostało mi jeszcze 364 dni…

Łysica, 612 m, Góry Świętokrzyskie

By   -   Maj 31, 2017   -   3 komentarze
YOU MIGHT ALSO LIKE
3 komentarze
  1. Natalia Jaranowska
    13/06/2017

    Wspaniale piszesz, powodzenia w zdobywaniu kolejnych szczytów!

  2. Natalia Jaranowska
    13/06/2017

    ps. Babcia ma świętą rację 😉

    • wilK
      15/06/2017

      codziennie jej za to dziękuję 😉

Odpowiedz