Biegnij Vuko! Biegnij!

szczyt marzeń
Biegłem tak szybko, jakby od tego zależało moje być, albo nie być. Co raz traciłem grunt we wszędobylskim błocie. Po chwili było jeszcze gorzej, błoto zamieniłem na wyślizgany śnieg. W głowie pulsowała mi tylko jedna myśl – Nie mogę się zatrzymać…

Plan posypał się w okolicach Kłodzka, gdzie dwoje koleżków postanowiło wyjaśnić sobie problem na środku traktu, torując mi tym samym jedyną drogę pod ostatni tego dnia szczyt. Na szczęście niewielkie rozmiary mojego wehikułu pozwoliły przecisnąć się poboczem. Przepisy ruchu drogowego zostawiłem daleko w tyle, musiałem przecież nadrobić stracony czas.

Leśna polana przez wiosenne roztopy okazała się wielkim bagnem. Przebrałem się w środku brudząc przy okazji każdy kawałek wnętrza samochodu. Zamknąłem drzwi i biegiem ruszyłem na umówione spotkanie.

Po pierwszym podejściu moje ciało parowało, krew niebezpiecznie pulsowała, a w uszach brzmiał znajomy szum, informujący o rezerwie energii w organizmie. Głupota, czy odwaga? Nigdy nie potrafiłem do końca tego stwierdzić. Zerknąłem na zegarek – była 14:45. Zostało mi więc jeszcze 30 minut, a po drodze 3 wzniesienia. Zwiększyłem tempo godząc się na konsekwencje wzmożonego wysiłku. Całe szczęście, że byłem samotnym wilkiem na szlaku. Moje powarkiwania i przekleństwa rzucane w eter, mogły wystraszyć niejednego amatora górskich wędrówek.

Na moment podniosłem głowę do góry. Dysząc ciężko odczytałem z tabliczki, że do szczytu pozostało jeszcze 5 minut. W głowie jak mantrę powtarzałem – jeszcze trochę! Chwilę potem, ostatkiem sił, rozbijając zalegający śnieg, zrobiłem pierwszy krok zdobywając szczyt. Ręka z automatu wzniosła się pod oczy. – Szlag! Spóźniłem się o minutę. – Poczułem, że cały wysiłek poszedł na marne. Zrezygnowany usiadłem na kamieniu. Wygląda na to, że po raz pierwszy nie będzie mi dane spotkać Strażniczki. – Pomyślałem.

Zmarnowany rozpocząłem powolną wędrówkę na dół. Przez całą drogę powrotną miałem wrażenie, że ktoś za mną idzie. Spoglądałem kilkakrotnie za siebie, ale nie widziałem niczego niepokojącego. Będąc na parkingu marzyłem  już tylko, by jak najszybciej włożyć na siebie suche ubrania. Przebrałem się, zamknąłem bagażnik i po raz ostatni spojrzałem na przebytą drogę.

Z wrażenia, lub ze zmęczenia ugięły się pode mną nogi. Zza krzaków wystawała główka małej dziewczynki. Cała umazana błotem patrzyła na mnie nie wyrażając żadnych emocji. A więc to ona, ukryta pośród gąszczu choinek obserwowała mnie przez cały czas. Pomachała mi ręką na pożegnanie i zniknęła w gąszczu igieł. Skromna? A może zła, że kolejny śmiałek przybył, by wygarnąć jej, że wcale nie powinno jej tu być…

 

Kłodzka Góra, 757 m, Góry Bardzkie

358 dni do wygaśnięcia umowy…

 

 

 

 

By   -   Sie 6, 2017   -   0 Comment
YOU MIGHT ALSO LIKE

Odpowiedz